Historia o tyleż upojna, co krótka: z bloku do ogródka!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szyszki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szyszki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 lipca 2016

Szyszki a sprawa ekologicznego kibicowania

Lubię szyszki. Szyszkami (przynajmniej sosnowymi) można ściółkować grządki, gdyż są one bardzo inteligentne: pod wpływem ciepła się rozwierają, a pod wpływem wilgoci zwierają. Czyli kiedy trzeba nie przepuszczają ukropu, a innym znów razem właśnie przepuszczają deszcz. Ściółka samograj. No ale chwilowo to się wstydzę chodzić z siatą po osiedlu i zbierać te szyszki z trawnika obok śmietnika, z asystenturą panów woniejących a zbierających butelki i puszki. Może kiedyś.

A tymczasem pojechałam do znajomych i dostałam szyszkowe dary większej kubatury. Małe ekscelencje podarowały mi szyszencje, że tak powiem. Szyszki me widzę wielorne! 

Miały te szyszki zawisnąć na przydomowym lilaku, w ramach umajania gumna. Może nawet zostać pomalowane? No ale jak to się często zdarza z koncepcjami różnymi: nie zawisły. Walały się po trawniku w oczekiwaniu na odpowiedni moment, który wielokrotnie przeleżałam w barłogu traw. Tymczasem trwało sobie Euro, a drużyna Polska nie dawała nam powodu do wstydu. Wszędzie wokół sportowe emocje. Idę sobie pewnego dnia na ogródek i co widzę? Ano ewidentnie widzę mecz rozgrywany odpodzianym orzechem.

Zatem na chybcika  zorganizowałam eko-kibicowską martwą naturę ze zgrupowaniem szyszek.



Szybki przegląd walających się po obejściu piłek uzmysłowił mi braki stosownego asortymentu. Tenisowe są, chińskie dmuchane są, gumowe odbijane a nawet piankowe są, golfowe takoż, za to nożnej brak.... A tymczasem ziemniak wykiełkował, za co dostał czerwoną kartkę i kopa do kompostownika.

Po pewnym czasie jednak w zakamarkach pamięci otworzył się zakurzony folder. I rzeczywiście gdzieś między gratami piwnicznymi a grządkami malin znalazła się piłka nożna (co prawda w rozmiarze małej cysty i wypchana watą, no ale nie bądźmy purystami, chodzi w końcu o improwizowaną rozrywkę).
No to jedziemy, lepiej nie będzie.



A potem przyszedł czwartek, odpadliśmy z Euro, do domu po meczu wracałam na rowerze w siąpiącej mżawce i wszyscy po drodze byli smutni. Szyszki chwilowo ścieśniły łuski i zeszły mi z oczu, dla własnego dobra. I skończyły się ekokiboloaranże.