Historia o tyleż upojna, co krótka: z bloku do ogródka!

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Gdy budzi się dzień

Wczesnym a bladym świtem wychodzę do ogródka. Lubię patrzeć jak słońce powoli się gramoli znad horyzontu. Prześwietla liście jak bibułki. Na wschodniej ścianie ogrodzenia świecą gwiazdki z kolczurki.






















Internety podpowiadają, iż istnieje japońskie słowo komorebi, oznaczające widok słońca prześwietlającego liście ("word the Japanese have for when sunlight filters through the trees - the interplay between the light and the leaves" via [klik]).























Rankiem brodzę w wilgotnych od porannej rosy łanach nieskoszonej trawy.

Promienie przesączają się przez chaszcze, padając to tu, to tam i tworząc świetliste ciapki w cienistym gąszczu.
























Słoneczny jęzor dyskretnie sunie po połaciach zieleniny, dopóki (w godzinach popołudniowych) ognista kula nie objawi się w całej okazałości,  prażąc wszystko dokoła z wysokości zenitu.

Do wilgotnych butów, nóg i rąk przyklejają się nasiona. Nasiona mają kształt chromosomów.

 Planeta Kolano Łyse wita dzisiejszych pierwszych osadników!

Buciki wyschną i porzucą osadników w domu. Już wiem jak się przywleka gatunki.
Więcej o nasionach pisałam tu [klik]

To dobry czas by usiąść, posłuchać ciszy zaprawionej jakimś ptasim trelem.
























Ostatni moment by coś z rańca podlać, np zapuszczoną grządkę rukoli. W zeszłym roku grządka wyglądała o wiele zacniej [klik]


Potem idę do sklepu po glutenowe bułki. Drzewa rzucają długie cienie. Betony, asfalty i chodnikowe płyty już ciepłe, ale jeszcze nie parzą.

























Bułki są zachęcająco i stosownie do pory gorące. Niestety, po przyjściu do domu zmienią się w stwardniałe pancerze, pełne obrzydliwie gumowatej ciastoliny w środku. Jak wszystko w dzisiejszych czasach, są i bułki aromatyczną obietnicą, która nie zostanie spełniona.

Gdy skąpana w słońcu trawa trochę przeschnie, siadywam sobie na niej z prostym śniadaniem. 
(Bułki da się zagospodarować metodą lekkiego zwęglenia na patelni. W przypadku braku porannej chętki udania się do sklepu, alternatywą zostaje dietetyczna dachówka)
















Są podobno ludzie, którzy tracą czas na obieranie jajek. Są podobno i tacy, którzy jedzą plenerowe kanapki bez mrówek. Oraz tacy, którzy umieją żyć bez majonezu. Cóż.

34 komentarze:

  1. Nie wiedziałam, że to się nazywa dachówka.:))) Ale podoba mi się.:)
    Przekrawanie jajek? Ale to okropnie zgrzyta! Brrr...
    Umiem żyć bez majonezu, ale mam ochotę nauczyć się robić domowy. Podobno łatwe...:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć zwą to też gontem ;)
      Ja też bym chciała spożywać domowy majonez, ale wykonanie jednak trudniejsze niż kompot z truskawek ;)

      Usuń
  2. Widzę, że majonez nastraja Cię wyjątkowo poetycko (zdradź branda, może skorzstam) i nawet fakt, że oprócz chromosomów roślinek przywlekasz do chałupy chromosomy kleszczy nie psuje Ci humoru (na razie!). A tak na marginesie, czy Ty zjadasz te eleganckie śniadania na trawniku przed piekarnią? W sumie fajnie. PS. Z burchli! Gwiazdki świecą z burchli!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako szanująca się blogerka warszawska nie zdradzę majobranda o ile nie dostanę za to 2 tysi (co najmniej, bo słoik duży).
      Kleszczy na razie brak w okolicy lub nie gustują w moim mięsie, bo siadywam tyle, że na logikę (kleszczą) powinno już coś wnijść. I u siebie na trawniku, żeby była jasność, jestem ekscentryczna ale w granicach rozsądku.
      Zresztą kto by w stolicy chciał, żeby go przyłapano z glutenową bułką i majonezem, to był koniec balu...
      Aleś się uparł z tymi burchlami, tymczasem jeszcze się nie wykluły.

      Usuń
  3. "Jak dobrze wstać skoro świt..." Jak fajnie mieć ogródek i zjeść śniadanie na trawie. I tak poetycko się nastroić przy tym. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie fajnissimo! Lecz zanim wykluje się ta poetyka poranka to człowiek trochę cierpi z powodu, że nie śpi ;)

      Usuń
  4. Ładnie tu u Ciebie :) To, że obierając jajka tracę przy tym czas to nie pomyślałam, no ale człowiek się całe życie uczy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amerykańscy naukowcy odkryli, że przeciętny człowiek traci na obieranie jajek 10 dni życia, warto się zatem zastanowić! ;)

      Usuń
    2. Ale że co, jeść w skorupkach???

      Usuń
    3. skorupki dużo wapna mają, czy wapnia, jakoś tak :P

      Usuń
    4. Najlepiej jeść od razu w kurze ;)

      Usuń
  5. Ech te poranne klimaty i dla oka i dla stóp. Takie zapuszczone zdrowiej rośnie:)) Majonez prościzna: 3/4 szklanki oleju, 1 całe jajo ( musza mieć taka sama temp.) traktujesz delikatnie blenderem (obroty 2-3) Jak się ukręci dodajesz szcz. soli, pieprzu, po łyżeczce soku z cytryny, cukru i sarepskiej i tu już możesz blenderem poszaleć i koniec. Ciekawa jestem co za ser w tej trzeciej miseczce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamierzam się zmierzyć z domowym majo, w końcu to nie fizyka kwantowa. Dzięki za przepis.
      Ser to pewnie rozmemłana feta ;)

      Usuń
  6. cudnie mieć ogródek :) aż zgłodniałam.... te jajka w skorupkach wyglądają zachęcająco.... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zasługa idealnej, półlejącej konsystencji żółtek ;)

      Usuń
  7. Bez majonezu, niestety, powinnam. Co nie znaczy, że nie przemycam ;-)

    PS. Zaintrygowały mnie Wojtkowe burchle...

    OdpowiedzUsuń
  8. Na śniadanie na trawie nie mam szans w najbliższym czasie. A może taki obrus ze sztucznej trawy - to mógłby być ciekawy pomysł...Już wyobrażam sobie takie nakrycie na moim małym, okrągłym, drewnianym stoliku. To byłoby coś...Dlaczego nikt takiego jeszcze nie wymyślił...? Wszędzie te nudne, białe obrusy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba już wymyślili, jak wszystko. Tak się składa, że mam taką trawiastą płachtę, i nie daje ona wrażenia obcowania z naturą, lecz z syntetyczną chińszczyzną. Nie polecam. Aczkolwiek może w zimie urządzę sobie na tym piknik.
      Kuruj się i do roboty, w plener.

      Usuń
  9. Tradycyjnie już najcieplej patrzę na jedzenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takie upały? To chyba lepiej chłodnym okiem...

      Usuń
  10. Nie, no majonez... ja to wszystko rozumiem :) mniam, bulki to ja sama, samiuteńka ugniatam i rosna, pachną, kiss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mmm, zjadłabym te twoje ugniecione bułki! (jakkolwiek genderowo może brzmieć ta deklaracja, hyhy ;)

      Usuń
    2. To zależy od wyobraźni z tym brzmieniem, ale jaja w kurze jeść, to ja bez jaj :)

      Usuń
  11. to nie nasiona, tylko opadłe pylniki, że się tak wymądrzę. Nasiona traw to ziarniaki, zawierające pyszny gluten, robi się z nich bułki.
    Kolczurka to inwazyjne dziadostwo, ale faktycznie pięknie świeci.
    Cześć eko, co złego, to nie ja :-) ślicznie trenujesz uważność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę na cudzą mądrość, zwłaszcza gdy za osobistą uważnością nie idzie proporcjonalna dawka wiedzy. Korekty mile widziane. Dzięki :)

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo piękny, bardzo kobiecy post.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakbym o sobie czytała, chociaż ja w te upały, na śniadania tylko owoce. Ale brodzenie po rannej rosie i owszem, u mnie, po trzyletnim, cierpliwym wybieraniu szkieł, gruzu, kapsli, gwoździ ... na bosaka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, bosak to mój ulubiony kapeć ;)
      A wdepnąć w coś zawsze można.

      Usuń
  15. Jakie to wszystko smaczne! Jak u Tiffany'ego ♥

    OdpowiedzUsuń